Radości i smutki abonenta

Przez cztery lata byłam użytkownikiem telefonu na kartę w sieci Heyah. Miało to swoje dobre strony, bo wiadomo było, jakie koszty ponosi się w związku z jego utrzymaniem. Wystarczyło wybrać zielonym przyciskiem hasło „stan kąta” i za chwilę wpadał SMS z dokładnymi danymi. Nie bardzo byłam przywiązana do mojego numeru telefonu, ani do operatora sieci komórkowej. Zasięg był taki sobie i czasami się ze mnie śmieli, że muszę poszukać górki, by lepiej fale do mnie docierały. Raz udało mi się zgubić aparat, trochę było żal, ale nie trzeba było poruszać ziemi i nieba, by ktoś niepowołany nie wydzwaniał na mój koszt do Ameryki Północnej, czy na inne antypody. Odżałowałam te kilkanaście złotych, które były na koncie zaginionego aparatu, na marginesie dodam, że należała mi się już zmiana komórki. Niestety trzeba było kupić i nowy telefon i nowy starter. Tym razem kupiłam numer z Tak Taka, bo wydawało mi się to wielką zmianą. Przychodzić zaczęły propozycje promocji. Można było za dwa doładowania komórkowe w tej samej kwocie, zyskać trzecie gratis. Albo była oferta wybrania za kilka złotych trzech numerów, do których połączenia będą darmowe przez miesiąc. Koniec mojej kariery z telefonem na doładowania nadszedł wraz, z SMSem oferującym przejście z dotychczasowej taryfy na abonament, o ile wykaże się ciągłość utrzymania numeru.

System reklamy Test