Młody użytkownik telefonii komórkowej

Od kilku lat posiadałem Sony Ericksona i mimo, że już od roku nie jest to mój główny telefon, to stał się on ulubioną zabawką mojej trzynastomiesięcznej córci. Wolałem go oddać w jej malutkie paluszki, niż słuchać krzyków i narażać na kontakty z nią obecnie używanego Samsunga. Paluszki są malutkie i niezgrabne – często coś z nich wypada, albo trafia z rączek do buzi. Najlepszym rozwiązaniem było poświęcenie starego telefonu. Jedyny problem polega na tym, że telefon bez aktywnej karty nie działa, nie grają klawisze nic nie pojawia się na wyświetlaczu. Przez to staje się nieatrakcyjny i dziecko wraca do interesowania się działającymi telefonami. Dla świętego spokoju poświęciłem te parę złotych na starter i od czasu do czasu kupuje doładowania komórkowe by zaspokoić fantazje dziecka. A niech się przyzwyczaja do najnowszych wynalazków. Podejrzewam, że kupno nowej zabawki wyniosłoby mnie drożej, a efekt nie koniecznie byłby ten sam. Skoro przyglądanie się zmieniającym kolory wyświetlaczom, granie klawiszami melodyjek i ćwiczenie sprawności rączek i placów jest takie zajmujące dla malutkiej, dlaczego miałbym jej tego odmawiać. Chronię też w ten sposób swoje użytkowane telefony przed ciekawością i zakusami pociechy. Te kilka złotych od czasu do czasu wpakowane w starego grata to niewielka cena za spokój.

System reklamy Test