Przyzwyczajenie trzyma nas w szachu

Tak polubiłem mój stary telefonik marki Motorolla, że gdy trzeba było wymienić go na nowszy model, długo przebierałem w ofertach. Nie, dlatego, że nic mi nie pasowało, ale bardziej z chęci odwleczenia chwili pożegnania. W końcu uświadomiłem sobie, że przełożenie karty SIM do nowego aparatu nie oznacza ostatecznej śmierci mojego ulubieńca, a tylko przejście w stan spoczynku. Zaczął mi doskwierać stan akumulatorka i widziałem już nie dyspozycyjność Motorolli. Nie byłem w stanie przenieść wszystkich zgromadzonych zbiorów, a niektórych rzeczy wręcz się nie dało ruszyć. Pozostała mi możliwość dostępu do zgromadzonych zasobów po wykupieniu startera i zabawa w doładowania komórkowe pozwalające czasem zajrzeć do wnętrza staroci. Szczególnie bardzo lubiłem pewną grę, która skutecznie zabijała czas w trakcie pasjonujących narad produktowych. Wiadomo, wyciągnięcie na stół konferencyjny, gameboya byłoby nie do przyjęcia, a telefon komórkowy był to jak najbardziej na miejscu. Nikt nie dziwił się jego obecności, ani temu, że coś tam klikam. Może niedługo zrezygnuje z tej formy rozrywki i przestanę doładowywać starą komórkę, ale póki, co, często trzyma mnie to przy zdrowych zmysłach. Nie mam zamiaru przekładać karty SIM z jednego telefonu do drugiego, bo nie chciałbym stwarzać sytuacji, gdy ktoś rzeczywiście by do mnie zadzwonił.

System reklamy Test